Zamienie Yoge na Kama Sutre!

Jakoś chyba w lipcu, czy w sierpniu. Wszystko zaczęło się od kolejnego nieudanego pseudo romansu. O ile to można tak nazwać. Pal licho. Siłownia to jednak siedlisko emocjonalnie wybrakowanych facetów. No dobrze, więc postanowiłam jak całą reszta ludzkości w XXI wieku, poznać kogoś przez internet. A konkretnie na stronie do tego przeznaczonej, randkowej znaczy się.

Jessu, ja się kompletnie do tego nie nadaję! No bo to takie jakieś sztuczne, że niby od najlepszej strony. Hmm. Najpierw sto tysięcy problemów: a jakie zdjęcie, a co napisać, jak się opisać,  jak się przedstawić? Bo na podstawie tylko fotki, to za płytko, a jak za dużo o sobie, to za glęboko znów. A zresztą sama nie wiem tak dokładnie o co mi chodzi i jak to działa. Albo jak działało, albo raczej nie działało dotychczas. Nic to. Kilku facetów zaczęło ze mną pisać. Wykruszyli się, jeden po drugim. Pewnie ich przestraszyłam, zniechęciłam, przegnałąm. Czytałam w internecie, że moje bycie sobą trendy nie jest.

Otóż powinnam być wyluzowana, i nie pokazywać, że mi zależy, bo to się wtedy jest needy. No wszystko pięknie, ale jeśli jesteś singlem, i nie jesteś needy, to albo sypiasz obojętnie z kim popadnie, albo na własną rękę ci spokojnie wystarcza. Już pomijając całą gamę niespełnienia emocjonalnego.
Well, ja niestety żyję w celibacie (niechcący)  a sex toys też wolę się bawić we dwoje. Tak więc jestem nie trendy i jak najbardziej potrzebujaca, nie mylić ze zdesperowaniem. Pytanie, mój drogi singlu po drugiej stronie kabelka, dlaczego u ciebie nie jest tak samo? To tak a'propos.

No nic,. Jak już wspomniałam, faceci po kolei odpadli, a ja sobie tymczasem na tejże randkowej stronie, znalazłam misia kolorowego, słodziusiego grubaska. Do pogadania na początek. I tak od słowa do słowa, grubasek milusi- słodziusi, a jak  przyszło do zdjątek w bieliznie okazał się nader chętny na takowe, plus na wszelkie inne promocje. I tak oto nagle, z  poszukującego materialu na żone, statecznego i nudnego kandydata z brzuszkiem,  misiaczek kolorowy przeistoczył   się w demona seksu chahającego  tylko na sygnał. By zabukować pokój w hotelu na najbliży weekend.

Tak więc nagle przestaliśmy snuć opowiastki i scenariusze jak to udana randka według nas wyglądać powinna. Przechodzimy do sedna. Ja jestem singlem i ty jesteś singlem, co mniej więcej znaczy, że prawdziwy seks ostatnio mieliśmy, kiedy? Ale taki prawdziwy, z drugim człowiekiem? Eee... Ha, ja skłamałam, bo w sumie ktoś tam niedawno po drodze był. A wręcz kilka, mniej lub bardziej udanych podejść do tematu. Winna się nie czuję, bo misiu też coś ściemniał. Jakieś takie sfałszowane konto na fejsie, wieczorami wielce zajęty, potem odpisywanie na smsy i maile po północy. Coś mi tu pachnie jakąś zdradzaną po kryjomu żoną. Jakoś w ten deseń.  No, ale przecież nie zamierzamy się pobierać. Jak to kilka niewinnych fotek w bieliznie potrafi sprawić, że gramy w (prawie) otwarte karty...

Najbardziej w tym wszystkim kręciło mnie, że facet był gotowy przyjechać te xxx kilometrów nie będąc nawet pewnym, czy coś z tego wyniknie. Potrzeba poczucia się...I gdzieś w tym wszystkim seks oczywiście też. A zresztą swoje ego też musiałam  podreperować. A czy było warto?



But she said, where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
Some superhero
Some fairytale bliss
Just something I can turn to
Somebody I can kiss
Something Just Like This, Coldplay, The Chainsmokers

Komentarze

  1. Te portepoetę randkowe to niestety w 90 procentach źenada. Chociaź musze przyznać, że mam kilku znajomych z takowych.. i sa świetnymi kumplami, ale to rzadkość. Co..niby statecznik poszukujący przyjaźni i związku.. okazują się po pewnym czasie.. żądni Przygody.. .seksu i Bóg wie czego wiecej. No...eh...życie!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Life is a Cabaret!

Co tam panie na silowni slychac 08.2017

Co robia gwiazdy? Blyszcza!